| Interwencja |
|
![]() Szymon choruje na cukrzycę od 2003 r. Przez rok uczył się w jednej z podwarszawskich szkół podstawowych. Niestety ze względu na chorobę nie był w niej mile widziany. - Ludzie nie znają dokładnie objawów cukrzycy, a poza tym nie zawsze chcą pomóc. Oczekują licznych zaświadczeń, pełnych dokumentacji medycznych, które miałyby pomóc w nie przyjęciu dziecka do szkoły - mówi Beata Tomaszewska, mama Szymona. Obecnie Szymon uczy się w szkole integracyjnej w Warszawie. Tutaj zyskał pełną akceptację rówieśników i grona pedagogicznego. Nauczył się też samodzielności. Sam mierzy poziom cukru we krwi. - Najważniejsze są dobre chęci. Jeżeli najważniejszym celem jest dobro dziecka, a takim celem powinni kierować się pedagodzy to myślę, że nie powinno być żadnych przeszkód w przyjmowaniu dzieci chorych na cukrzyce - mówi Renata Kurlanc, wychowawczyni Szymona. Postanowiliśmy odwiedzić kilka warszawskich szkół podstawowych i sprawdzić, czy znajdzie się w nich miejsce dla małego cukrzyka. - Nie ma żadnego problemu, muszę tylko sprawdzić rejonizację, czy podlega pod naszą szkołę. - ...Chyba nie ma żadnych przeszkód, tylko z pielęgniarką jest problem. Problem polega na tym, że żadna ze szkół, w których byliśmy nie zatrudnia pielęgniarki na pełnym etacie. - Cztery razy w tygodniu w przedszkolu jest pielęgniarka. Niestety w piątki jej nie ma. - Jest u nas pielęgniarka, w tym roku szkolnym codziennie za wyjątkiem wtorku. Jak będzie od września tego nie wiem. Większość szkół zapiera się, że chętnie przyjmuje cukrzyków. Ale spore wątpliwości budzą dwie kwestie - wiedza kadry nauczycielskiej na temat cukrzycy oraz umiejętności posługiwania się pompą insulinową. Wszystkiego można się nauczyć. Trzeba tylko chcieć.
Będą walczyć o odszkodowanie
Nie postawili właściwej diagnozy, nie przeprosili też za pomyłkę. Lekarze z jednego, z warszawskich szpitali wmówili Anecie Kazimierczak, że jej córka ma złamany obojczyk. Aneta nie dała za wygraną. Zgłosiła się do innego lekarza. Diagnoza brzmiała - porażenie splotu barkowego.
Niedowład prawej ręki uniemożliwia dziewczynce wykonywanie najprostszych czynności. Jedyną szansą dla Julki, by mogła samodzielnie funkcjonować jest rehabilitacja.
- Julka potrzebuje wsparcia w małej motoryce, w pracy dłoni. To będzie się później przekładało na jej funkcjonowanie w szkole, na to jak będzie pisała, w jaki sposób będzie rysowała – mówi Anna Matysiak, rehabilitantka z Centrum Mowy i Ruchu Elf.
Tylko w szpitalu, w którym przyszła na świat Julka odnotowano cztery przypadki uchybień lekarskich, w wyniku których - u małych pacjentów zdiagnozowano porażenie splotu barkowego. Rodzice Julki skierowali sprawę do sądu. Będą walczyć o odszkodowanie.
- Chciałabym, żeby szpital przemyślał sobie to, co zrobił i poniósł konsekwencje tego, co zrobił. Zależy mi na tym, żeby Julka miała zapewnioną na przyszłość rehabilitację i pieniądze na rehabilitację – komentuje Aneta Kazimierczak, mama Julki.
Lista zarzutów jest obszerna. Kaźmierczakowie zarzucają lekarzom m.in. niewłaściwe przeprowadzenie akcji porodowej oraz nieodpowiednie przygotowanie łóżka do zabiegu.
- Będziemy dochodzić odszkodowania, zadość uczynienia, a także renty z tytułu zwiększonych potrzeb dziecka – tłumaczy Joanna Gawkowska-Kuk, radca prawny.
Dotąd nie ustalono - ile dzieci w Polsce padło ofiarą błędów w sztuce lekarskiej. Nie ma żadnych statystyk. Rodzice dzieci, u których zdiagnozowano porażenie splotu barkowego połączyli siły i założyli fundację. Większą grupą będzie łatwiej, wywalczyć należne im odszkodowania.
Czy matematyka przezwycięży talent? Muzyka jest dla Daniela wszystkim. Jest miłością jego życia. W przyszłości chciałby podjąć studia na Akademii Muzycznej. Nie wiadomo, czy marzenie się spełni, bo na drodze do jego realizacji stanęły… liczby.
Daniel Rupiński od urodzenia nie widzi. Mężczyzna ma wielki talent muzyczny. Śpiewa utwory polskie i anglojęzyczne oraz doskonale gra na trąbce i fortepianie. Ukończył z wyróżnieniem Państwową Szkołę Muzyczną I i II stopnia w Olsztynie. Po roku nauki w liceum ogólnokształcącym dla dorosłych zdał egzaminy zaliczające osiem z jedenastu przedmiotów. Na razie jednak nie może uczyć się dalej, ponieważ nie ma zaliczonej matematyki i chemii. Jeżeli nie zaliczy przedmiotów, nie będzie mógł rozwijać swojego talentu muzycznego. - Nikt nie będzie Pitagorasem tylko dlatego, żeby pójść na studia muzyczne. Uważam, że jeśli ktoś siedzi w tych przepisach, w tej komisji egzaminacyjnej to niech na te przepisy spojrzy indywidualnie - wyjaśnia Daniel. Daniel od 2003 r. uczęszcza na lekcje gry na trąbce do Jerzego Gałęziowskiego. Spotykają się raz w tygodniu, w szkole muzycznej. - Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. Co się nam udało dzięki Bogu – jest. Ale może by jednak skorzystać z tego dalej. Zastanawiam się, czy rzeczywiście to dwa razy dwa, jest aż tak ważne w przypadku Daniela - mówi Gałęziewski. Daniel Rupiński jest utalentowanym wokalistą i instrumentalistą, a muzyka jest jego wielką pasją. Niestety studia na Akademii Muzycznej; to nadal wielka niewiadoma.
|
Interwencja

